Lost Planet 2 – Recenzja

Ludzkość w swojej niepohamowanej chęci rozprzestrzeniania się po Wszechświecie, skolonizowała wiele planet. Jednak na E.D.N. III, z powodu jej nieprzyjaznych warunków, spoglądała raczej niechętnie. Wszystko zmieniło się gdy na powierzchni tej pokrytej nieskończonymi lodami planetki, znaleziono coś co rozpaliło inną z cech Homo sapiens. Chciwość.

Okazało się, że E.D.N. III jest źródłem bardzo wydajnej energii termalnej, która to nie tylko jest niezbędna by tam sensownie egzystować, ale można ją zamienić na całkiem ładne pieniądze. Kto by się nie skusił i „odrobiny” nie skubnął?

Problem polega jednak na tym, ze głównym nośnikiem owej energii jest miejscowa fauna, którą nazwano wdzięcznie Arkid. Są to przerośnięte bestie przypominające krzyżówki między insektami, a innymi przedstawicielami królestwa zwierząt. I kiedy piszę „przerośnięte” mam na myśli naprawdę PRZEROŚNIĘTE.

Z jednej strony stwory, z których większe są w stanie zniszczyć miasto ze skutecznością godną Godzilli. Z drugiej różne frakcje których cele mimo, że odmienne, zawsze mają związek z pozyskaniem większej ilości energii. A do tego wszystkiego, okazuje się, że pokryta wiecznym lodem planeta zaczyna zmieniać swój klimat.

Zapowiada się ostra jazda!

Pierwsza część Lost Planet nie była grą najgorszą, choć nie zgadzam się z opiniami twierdzącymi że to hit. Raczej interesująca strzelanka TPP, uzupełniona o ciekawe środowisko, OGROMNYCH BOSSÓW oraz naciąganą, typowo japońską fabułę. Jednak to wszystko polano gęstym sosem arcade i dzięki temu można było się nią delektować z wyrazem zadowolenia na twarzy.

Przy drugim podejściu ludzie z Capcom postanowili trochę namieszać. Nie zawsze na lepsze.

1

Po odpaleniu gry czekają na nas następujące możliwości – co-op, multiplayer, tryb Practice (który tak dla zmyłki wcale nie jest trybem Practice) oraz Single Player… Nie, akurat tego ostatniego nie dostajemy.

Pierwszą i najważniejszą wadą LP2 jest całkowite skupienie na rozgrywce w kooperacji z innymi graczami. I nie ważne czy robimy to z kimś siedzącym tuż obok (na jednej konsoli może grać 2 ludzi) czy też przez sieć (czterech graczy) – tylko taka gra ma sens.
Jeśli jednak tupniemy nogą i zabawę zaczniemy samemu, to szybko okaże się, że kampania i tak prowadzona jest w trybie co-op, po prostu rolę graczy przejmują idiotyczne boty. A musicie wiedzieć, że prostotę ich AI może przebić jedynie… praktyczny brak sztucznej inteligencji u ludzkich przeciwników. Arkidy, zwłaszcza te z „kategorii G” („G” to pewnie od Gargantuiczne).
No ale w sumie w walce z tymi ostatnimi człowiek nie patrzy czy zachowują się racjonalnie, tylko czy przypadkiem nie mają zamiaru go zeżreć/zdeptać/złapać.

Już teraz mogę zaznaczyć, że jeśli ktoś ma zamiar grać w LP2 samotnie to mu współczuję – jest to fuzja katorgi i drogi przez mękę. I nawet ogromni przeciwnicy nie są w stanie uratować tego przeżycia…

2

Ci którzy grali w pierwszą część Zagubionej Planety wiedzą, że sterowanie w tym tytule było, delikatnie mówiąc, specyficzne. Ci którzy zagrają w część drugą przekonają się, że poza małymi zmianami otrzymaliśmy praktycznie to samo.
Tylko że tym razem archaizm wszystkich rozwiązań nie kłuje po oczach, zamiast tego daje nam w ryja.

Ślamazarny bieg postaci, skoki których znaczenie jest marginalne, czy też brak dokładnej kontroli nad celownikiem (zapomnijcie o celowaniu prawą „gałką”)… Takie atrakcje zgotował nam kochany Capcom, pokazując, że ich zdaniem mamy teraz lata osiemdziesiąte. Bo tylko tam można by to uznać za przyjemne.

Na szczęście powraca, znana z poprzedniej części linka, która na podobieństwo choćby tej z Tenchu, pozwala bohaterowi wspinać się na platformy, czy też inne urwiska.
Dodajmy do tego jeszcze fakt, że jej działanie uległo poprawie, a kolejne poziomy mają więcej miejsc do zahaczenia się i mamy obraz najfajniejszego elementu.

Prawie najfajniejszego! Palmę pierwszeństwa bowiem nadal utrzymują VS, czyli mechy świata Lost Planet. Te nie tylko występują teraz w większych ilościach i rodzajach, ale z racji głupoty wirtualnych pomagierów, są jeszcze bardziej pomocne.
Moim ulubionym jest taki w którym jednocześnie może siedzieć trzech graczy – jeden kierujący, a dwaj pozostali szalejący „ramionami” wyposażonymi w dwa rodzaje broni. W trybie multi, coś takiego potrafi nieźle człowieka ucieszyć.

3

Jeśli już wspomniałem o online to muszę przyznać, że tryb ten bardzo przypomina swój odpowiednik z „jedynki”. Ze wszelkimi plusami oraz minusami, takiego stanu rzeczy.

Ja osobiście byłem wielki fanem trybu sieciowego w pierwszym LP, jednak spotkałem się z ludźmi, którzy nie mogli go znieść. Odpychała ich ślamazarność walki, która czasami potrafiła zmienić się w totalny chaos. Do tego drugiego starczyło tylko kilku szaleńców za sterami VS.

Faktem jednak jest, że gra online nabiera tutaj innego, polegającego bardziej na walce pozycyjnej, posmaku. Samotny rajd na terytorium wroga najczęściej przypłacimy granatem w twarz i serią z automatu po nerkach, na dokładkę. Jeśli jednak zbierze się garstka zapaleńców (tutaj ciekawostka – podobnie jak w przypadku „jedynki” ogromna część graczy to Japończycy), potrafiących wykorzystać ogromne połacie przestrzeni, to zaczyna się robić ciekawie.
Zwłaszcza, że sprawny gracz z dobrym uzbrojeniem jest w stanie sam zniszczyć wspomnianego już „potrójnego” VS’a. Nie przyjdzie mu to szybko ani łatwo, jednak fakt pozostaje faktem.

4

Oprawa graficzna LP2 to kontrowersyjna sprawa… Z opinii jakie usłyszałem wynika, że wielu ludzi uważa ją za naprawdę ładną. Dla mnie jednak ona może podpadać jedynie pod kategorię „na poziomie”.
Fakt, że Arkidy, broń i postacie są pięknie zaprojektowane, jednak cała reszta to druga liga. A i w tych „pozytywach” znajdziemy pewne wady – jak choćby fakt, że ludzie pojawiający się w przerywnikach nie mają mimik. I nie mrugają! To ma być oprawa gry, która chce być jednym z hitów 2010 roku???

Jeśli zaś chodzi o rzeczone przerywniki to są one fajne z co najmniej dwóch powodów – nie tylko dlatego, że zmontowano je bardzo dynamicznie i skutecznie podnoszą adrenalinę. Ale również przez fakt, że jest to jedyne nasze wprowadzenie w fabułę gry. Teraz wyobraźcie sobie ile (i jaką) tej fabuły potrafią przekazać dynamiczne filmiki w których dominuje akcja.
Mówicie, że mało? No właśnie.

Za to oprawa dźwiękowa jest naprawdę pozytywna, poczynając na świetnym OST, a skończywszy na efektach otoczenia. Szkoda tylko, że wrażenie psują drętwe dialogi.

5

Niestety Lost Planet 2 jest słabsze niż jedynka. Skupienie się na rozgrywce sieciowej sprawiło, że zupełnie olano fabułę oraz graczy nastawionych na samotne przechodzenie kolejnych etapów. Dodatkowo pokpiono kilka innych elementów.
Co prawda po pierwszym, bardzo negatywnym kontakcie, gra zaczyna się rozkręcać, jednak ilość minusów zdecydowanie przeważa plusy. No chyba, ze ktoś szuka tytułu z dobrym co-op, wtedy śmiało może sięgać.

Ocena:

gra: Lost Planet 2
platforma: PlayStation 3, Xbox 360, PC

developer: Capcom
wydawca PL: Cenega Poland

nośnik: Blu-Ray
PEGI: 16+

gatunek: Strzelanka (TTP)
liczba graczy: 1-16

Język polski: brak
Polska premiera: 11 maja 2010

Grafika
6.0
Audio
8.0
Miodność
7.0
Replayability
8.0
Grywalność OFFLINE
5.0
Grywalność ONLINE
9.0
OCENA OGÓLNA
6.0
Średnia:
7.0

OBJAŚNIENIE OCENIACZKI

Za wypożyczenie gry dziękujemy sklepowi:

Zapraszamy do sklepu Games4You

  • Słowo na niedzielę

„Słuchaj uważnie, bo to dotyczy ciebie. ‘Ilość jadu wyzwalana w ukąszeniu może być gargantuiczna.’ Uwielbiam słowo ‘gargantuiczny’, a tak rzadko mam okazję je użyć” – Elle Driver

Polecamy sklep:

Sklep dla graczy Games4You.pl