piątek, 30 lip, 2010
Login

SAW – Recenzja

WITAJ CZYTELNIKU, CHCIAŁBYM ZAGRAĆ Z TOBĄ W GRĘ.

OD LAT TWOIM GŁÓWNYM ZAJĘCIEM JEST PRZESIADYWANIE PRZED TELEWIZOREM LUB MONITOREM I NAPYCHANIE SOBIE GŁOWY CZYIMIŚ FANTAZJAMI. SPĘDZAJĄC TYLE CZASU NA GRACH, TRACISZ NAJCENNIEJSZE MOMENTY SWOJEGO ŻYCIA. W REZULTACIE PRZEGRYWASZ JE KAŻDEGO DNIA.

DZIŚ W CHARAKTERZE SWOJEJ KARY, A JEDNOCZEŚNIE ODKUPIENIA, ZAMIERZAM SKONFRONTOWAĆ CIĘ Z GRĄ, KTÓRA MIMO OGROMNEGO POTENCJAŁU OKAZAŁA SIĘ PORAŻKĄ. DOKŁADNIE TAK JAK TY.

JAK MYŚLISZ, CO ZOBACZYSZ W TAKIM ZWIERCIADLE?

c

Allu zamyka pudełko, a wyciągniętą z niego przed sekundą płytę wpycha do konsoli. Siada wygodnie i uruchamia grę. Przez jego głowę przelatuje:
„Cholera! Konami, po co Wam było brać się za tak głupi pomysł?!”.

1

Pierwsza część „SAW”, znanego u nas w kraju pod trochę błędną nazwą „Piła”, była dla wielbicieli mocnego kina jak chłodny prysznic… z kwasu. Dwóch, pozornie niezwiązanych ze sobą, gości budzi się w zatęchłej piwnicy. Grube łańcuchy łączą ich kostki z przeciwległymi krańcami pomieszczenia. Pomiędzy nimi, w kałuży krwi, leży trup.
Tak właśnie zaczęła się pierwsza i najlepsza „gra”, jedyna którą z pełną świadomością mogę polecić. Jedyna w której brutalność nie była celem samym w sobie, a raczej środkiem mającym doprowadzić nas do pewnych wniosków.

Szkoda tylko, że po nie najgorszej, drugiej części „SAW” zmieniło się w serial (już 6 części!) w którym główną rolę grają nie ludzie czy też genialny „morderca” Jigsaw, a jego makabryczne wynalazki. I coraz to okrutniejsze sposoby na okaleczanie…

Pamiętam, że gdy pierwszy raz usłyszałem o grze mającej powstać na bazie serii (i to pod flagą samego Konami!) pomyślałem, że kogoś tu nieźle pogięło. No bo po co brać się akurat za tę licencję? Nie ma innych, świeższych pomysłów? Trzeba brać się za ćwiartowanie ludzi?
Myślałem wtedy, że kiedy ta gra w końcu powstanie, nie będzie w stanie poruszyć mnie na żadnej płaszczyźnie. Jak bardzo się myliłem, miał dopiero pokazać czas…

2

Jigsaw to bardzo nietypowy morderca, właściwie na tyle niezwykły, że nie da się go do końca nazwać „mordercą”. Przynajmniej nie w zwykłym sensie tego słowa – prawda jest taka, że sam nigdy nie zabił. To człowiek który z pewnych powodów nie jest w stanie przejść obojętnie obok tych, którzy marnotrawią swoje życie. Takie osoby budzą się pewnego dnia w jakimś obskurnym miejscu, gdzie upiorna kukiełka z ekranu TV proponuje im „grę”. Jej nagrodą jest zwykle życie oraz nauczka na przyszłość. Ci którzy oblewają tracą wszystko…

Detektyw David Tapp (poznajemy go w filmie) to człowiek, który poświęcił całe życie dla jednego celu – złapania Jigsaw’a. Dążenie do tego celu stało się obsesją, która kosztowała szczęście wielu bliskich mu ludzi. Czy nasz naczelny „nauczyciel” mógł przejść obok kogoś takiego obojętnie?

Postrzelony Tapp nie budzi się, tak jak przypuszczał, w Niebie. Zamiast tego przed sobą widzi śnieżący telewizor, a na swojej głowie jedno z narzędzi tortur stworzonych przez Jigsaw’a.

3

Detektyw znajduje się w starym szpitalu psychiatrycznym, zmienionym przez mordercę w upiorny „eksperyment”. Nie jest jednak sam – Jigsaw napełnił to miejsce sporą ilością innych nieszczęśników, co ciekawe powiadomił ich, że cierpią właśnie z powodu Tapp’a, a ich wolność leży w jego ciele (dosłownie – z ciała detektywa wyjął kulę, zastępując ją kluczem do bram zakładu).
Dodatkowym „smaczkiem” jest obecność siedmiu, mniej lub bardziej związanych z Tapp’em osób, które to będziemy musieli uratować.

Muszę przyznać, że sama fabuła jak i klimat tej produkcji to jej dwa największe plusy. Stary szpital wygląda tak jak powinien – w pewnych fragmentach całkiem jeszcze normalnie, w innych już jak przerdzewiała i przegniła pułapka. Nie należy zapominać również o „modyfikacjach” wprowadzonych przez samego Jigsaw’a.

Doznania wzrokowe wspiera również bardzo dobre udźwiękowienie – jęki, krzyki, zgrzyty, trzaski, poskrzypywanie… To wszystko będzie nam towarzyszyć od samego początku.

4

Skoro plusy mamy już za sobą, czas na to co się nie udało. Właściwie starczyłoby ażebym stwierdził „wszystko inne”, jednak czuje się w obowiązku, żeby choćby pokrótce wspomnieć o tym co spieprzono:

  • Walka

Gra miała budować klimat bezsilności oraz osaczenia. Przeciwnicy zwykle są młodsi, lepiej uzbrojeni oraz znacznie bardziej zdesperowani (część z nich biega z zamontowanymi na sobie urządzeniami Jigsaw’a), dlatego też Twórcy chcieli byśmy bardziej niż na walce, polegali na podstępach oraz pułapkach. Wszystko cacy – na swojej drodze spotkamy kilka rodzajów zasadzek – szkoda tylko, że przy okazji tego wszystkiego ktoś nie dopatrzył (bo chyba nie zepsuł go tak, umyślnie) systemu walki. W rezultacie Gracz nie czuje się wcale słabszym od przeciwników, wydaje mu się raczej, że detektyw Tapp jest mocno niedorozwinięty i… walczy pod wodą. Od lat nie było mi tak trudno trafić jakiegoś przeciwnika!
Właściwie jedynym logicznym rozwiązaniem jest ciągła walka pięściami – one mają najmniejsze opóźnienia…

  • Grafika

Wspominałem już, że ogólny wygląd ośrodka w którym przyjdzie nam spędzić ok. 7h, jest bardzo dobry, szkoda, że nie mogę tego samego powiedzieć ogólnie o grafice. Słabe tekstury, kiepskie modele postaci czy też liczne uproszczenia – mamy tutaj wszystkie grzechy.
Wiecie jak to bardzo zabija klimat, kiedy widzi się „zwłoki” wyglądające jak gdyby zostały (nieudolnie) wycięte z jednej bryły? Ja wiem, bo w grze kilka razy na takowe trafiłem…

  • Dialogi

Poza rzadkimi momentami gdy naprawdę miałem gęsią skórkę, zwykle trudno było mi uwierzyć, że bohaterowie walczą o życie. Brzmią bardziej jak znudzeni goście biblioteki, patrzący na kolejną stertę książek o hodowli pietruszki.
Jedynym wyjątkiem jest jak zawsze głęboki i hipnotyczny głos Tobina Bell’a – filmowego Jigsaw’a. Ten facet mógłby napędzić mi stracha recytując „Wlazł kotek na płotek”.
W grze człowiek odczuwa ciągłą huśtawkę między głęboką chęcią usłyszenia go jeszcze, a strachem przed tym co tym razem przygotuje.

5

  • AI

Pomijam momenty gdy inteligencja przeciwników wzrasta do poziomu pozwalającego im przenikać przez drzwi (umysł ponad materią!). Są to nieliczne wisienki na wielkiej kupie łajna, inaczej zwanej AI.
Nasi partnerzy w cierpieniach potrafią nie zauważyć, że napieramy na ich plecy lub też nagle zapomnieć o naszym istnieniu i zacząć bezwładnie biegać po okolicy… Ani chybi goniąc za motylami. Albo zdrowym rozsądkiem.

  • Monotonia

Przejście gry powinno zająć od ok. 6 do nawet 9 godzin. Nie jest to może rewelacyjny wynik, jednak jak pokazał ostatnio Silent Hill: Shattered Memories, w takim czasie można zawrzeć tyle treści, by gracz nie żałował wydanych pieniędzy.
Niestety SAW bawi przez jakieś pierwsze 1-2h, akurat do momentu gdy zauważamy, że każdy rozdział polega na dokładnie tym samym – powalcz, pobiegaj tam i z powrotem, rozwiąż kilka zagadek, dowiedz się czegoś o obecnym celu i na samym końcu uratuj go (zagadki i sekwencje ratowania są akurat całkiem fajne).
Samym klimatem nie da się napędzać ciągle tych samych czynności!

  • Online

A właściwie brak tego trybu. Gdyby poprawić system walki (a najlepiej wywalić ten który jest i dać zupełnie inny) oraz dodać więcej rodzajów pułapek, to tryb dla wielu graczy mógłby być naprawdę wciągającym dodatkiem. A pisze to człowiek, który nie trawi gry przez sieć!
Chociaż czego ja chcę – Twórcy nie potrafili zrobić nawet porządnego trybu single…

6

Mimo moich początkowych obaw, wiem teraz, że SAW miało potencjał zostania naprawdę dobrą grą grozy, oraz jednym z lepszych tytułów bazujących na licencji. Niestety Twórcy (Zombie Inc.) poszli na totalną łatwiznę, za co powinni bliżej zaznajomić się z niektórymi zabawkami Jigsaw’a…
Mimo wszystko grę mogę polecić naprawdę zdeterminowanym fanom filmu (chociaż bardziej tym, którzy wola dwie pierwsze części) – dla nich może być to smakowity kąsek. Reszta sięga na własną odpowiedzialność.

Tak naprawdę nie jest trudno grać w kiepskie gry, problemy zaczynają się wtedy gdy zabieramy się za takie które mają widoczny potencjał. Potencjał który, z jakichś kosmicznych powodów, nie został dostrzeżony przez Twórców…

b

Allu przeciąga się z trzaskiem stawów. Wyciąga płytę z konsoli i przygląda się jej z mieszaniną pogardy oraz smutku, po chwili chowa ją do pudełka. Przez jego głowę przelatuje: „Cholera! Konami, dlaczego pozwoliliście zmarnować taki tytuł?!”.

Ocena:

gra: Saw: The Video Game
platforma: PlayStation 3

developer: Zombie Inc.
wydawca: Konami

nośnik: Blu-Ray
PEGI: 18+

gatunek: survival horror (TPP)
gracze: 1

Język polski: brak
Premiera EU:20 listopada 2009

Grafika
5.0
Audio
6.0
Miodność
6.0
Replayability
2.0
Grywalność
3.0
OCENA OGÓLNA
6.0
Średnia:
4.7

OBJAŚNIENIE OCENIACZKI

Za wypożyczenie gry dziękujemy:

Zapraszamy do sklepu Games4You

  • Słowo na niedzielę

Swoją drogą, zastanawiam się ile roboczo-godzin zajęło przerobienie tego szpitala psychiatrycznego w to miejsce kaźni.


Leave a Reply