Heavy Rain – Recenzja
Dodał Allu w Gry, PlayStation 3, Polecamy, Recenzje poniedziałek, 22 Marzec 2010 06:47 1 Post
Gry wideo to świetna rozrywka. Tak było od samego początku, w końcu celem takiego Ponga czy Tetrisa nie było poruszenie nas emocjonalnie czy intelektualnie, tylko sprawienie, że na chwilę zapomnimy o całym świecie.
Później elektroniczna rozrywka ewoluowała i coraz częściej na horyzoncie zjawiali się ludzie twierdzący, że ta „zabawka” może być przełomem – zupełnie nowym sposobem przenoszenia idei. Oczywiście takich osób nie było zbyt wiele, a ich pozycji zwykle ginęły przysypane atrakcyjną masówką, jednak kamień został rzucony i lawina ciągle nadchodzi.
Przez lata paleta emocji na których gry potrafiły zagrać rosła. Rozpoczęło się od radości i złości („Jak to k***a, księżniczka jest w innym zamku?!?”), by płynnie dotrzeć do strachu i niepewności. Z roku na rok wizjonerzy poszerzają granice tego co można umieścić w grze wideo. I mimo, że większość ludzi nadal traktuje je co najwyżej jak kalekie rodzeństwo filmu, to trudno zaprzeczyć, że bardzo szybko przeszliśmy drogę, która jemu samemu zajęła wiele lat.
Heavy Rain miało być następnym krokiem w ewolucji gier wideo. David Cage rozpływał się w zachwytach nad mocarną fabuła i orgią emocji jaką zaoferuje jego nowa gra.
Sceptycy co prawda twierdzili, że wszystkie materiały zbyt mocno trącą QTE, żeby finalna gra mogła bawić, jednak fani poprzedniego hitu Quantic Dream (Fahrenheit) byli dobrej myśli.
Od pierwszej pokazówki w której byliśmy świadkami przesłuchania wirtualnej aktorki mijały kolejne lata, sporo ludzi zaczynało już wątpić czy gra naprawdę powstanie. Ale HR nie miało zamiaru umierać. Studio wsparte przez Sony (które załapało mocny ekskluzywny tytuł) siedziało sobie spokojnie, dopieszczając swoją grę, i dopiero gdy była na pewnym stadium rozwoju, pozwolili sobie na rozpoczęcie budowania hype. Ale za to jakiego!
Czy lata pracy, miliony dolarów i wiara armii graczy wystarczyły by Heavy Rain okazało się czymś niesamowitym?
Fabuła gry miota się między czterema postaciami, których ścieżki wcześniej czy później w jakiś sposób się przetną. Wszystkim, choć z diametralnie różnych powodów, chodzi o dotarcie do legendarnego już ‘Mordercy z Origami’. Bestii która porywa małych chłopców, by po kilku dniach porzucić ich utopione w deszczówce zwłoki. Jego znakiem rozpoznawczym jest orchidea umieszczona na piersi ofiary oraz figurka origami, zaciśnięta w jej dłoni.
Już sam motyw zabójcy wprowadza nas w brutalny i brudny klimat całej gry – osoba która zabija najbardziej bezbronne istoty. Czegoś takiego jeszcze w grach nie było! A muszę Was lojalnie uprzedzić, że dalej wcale nie jest łatwiej. Ile innych tytułów porusza tak mocne tematy jak miłość, poświęcenie, zdrada, depresja, samobójstwo czy uzależnienie? W jakim innym staniecie przed decyzją czy poświęcić życie obcej osoby (a nawet swoje) dla kogoś kogo się kocha?
Pod tym względem dzieło Quantic Dream miażdży konkurencję – są w nim sceny, które zostaną z Wami na lata!
Szkoda tylko, że tego samego nie można powiedzieć o samym scenariuszu. Mimo, że bogaty i całkiem dobry to jest zdumiewająco pełen dziur, skrótów logicznych i bzdurnych rozwiązań. Co prawda jeżeli człowiek da się porwać opowieści to nie zwróci na nie uwagi, jednak w moim odczuciu jest to poważna wada. Dziwne, że nikt nie zauważył tego we wczesnym stadium produkcji…
Heavy Rain postawiło na stworzenie niezapomnianych postaci. Obojętnie czy chodzi o pomagającego nam (furiata) policjanta, czy podającego drinki, w hotelowym barze starszego mężczyzną, każdy wirtualny aktor w jakiś sposób odciskają swoje piętno na historii. Skupmy się jednak przez chwilę na czwórce naszych pupili:
- Ethan Mars
Gdy spotykamy go po raz pierwszy jest szczęśliwym mężem i ojcem dwóch synów. Pracuje jako architekt i mieszka w pięknym, pełnym słońca domu.
Z powodu jednego strasznego wydarzenia jego życie sypie się jak domek z kart, a on sam ląduje na pół roku w śpiączce. Gdy spotykamy go po raz kolejny jest cieniem człowiek sprzed lat. Uzależniony od wizyt u psychologa i nękany przez ataki strachu, z trudem stara się zebrać do kupy i w jakiś sposób poskładać swoje przetrącone szczęście. Nie wie jeszcze, że los szykuje mu jeszcze poważniejsze zadanie…
Mimo, że nikt z Twórców nie przyzna się do tego otwarcie, to jednak trudno uniknąć wrażenia, że to właśnie Ethan jest tutaj głównym bohaterem. To jedyna postać którą poznajemy tak głęboko, i na którą kładzie się aż tak wielki nacisk.
- Madison Paige
Młoda dziennikarka która ma zwyczaj wpychania nosa w sprawy, które są dla niej szkodliwe. Sama chwilami wydaje się przerażona swoim uporem by poznać prawdę i skalą poświęcenia, które jest w stanie ponieść dla tego celu.
Właściwie poza tym, że cierpi na bezsenność (a gdy już zasypia to dręczą ją koszmary), jeździ na motorze i jest niezwykle sympatyczna, nic więcej o niej nie wiadomo.
- Scott Shelby
Starszy facet z pokaźnym już brzuszkiem, który pracuje jako prywatny detektyw. Niegdyś policjant, obecnie pracujący na zlecenie rodziny pokrzywdzonej przez ‘Mordercę z Origami’ wolny strzelec.
Jego największe problemy to astma (co pewien czas ma silne ataki), zbytnie zamiłowanie do mocnych trunków oraz… miękkie serce.
Trudno ukryć, że jest najbardziej ludzkim z całej czwórki bohaterów.
- Norman Jayden
Młody agent FBI (zajmuje się tworzeniem profili psychologicznych), który został wysłany by pomóc miejscowej policji w rozwikłaniu zagadki ‘Mordercy’. Poza bystrym umysłem jego największą bronią jest IWO – zaawansowany gadżet będący połączeniem rozbudowanego laboratorium kryminalistycznego, komputera oraz rzeczywistości wirtualnej.
Zmaga się ze swoim uzależnieniem od silnego narkotyku o nazwie triptokaina. Są chwile kiedy naprawdę zaczyna mu odbijać.
Ludzie z Quantic Dream postanowili, że ich nowa gra będzie wyglądać tak realistycznie jak to tylko możliwe. I trzeba przyznać, że naprawdę dali w tym aspekcie czadu!
Rządzą zwłaszcza lokacje które zaprojektowano z niesamowitą pieczołowitością, a czasami nawet szczyptą geniuszu. Każda z miejscówek które przyjdzie nam odwiedzić ma swój charakterystyczny, wyjątkowy klimat i świetnie podkreśla akcję która będzie się tam rozgrywać.
Jeżeli zaś chodzi o postaci, to czasami jest z nimi problem… Zwykle wyglądają naprawdę ładnie i są chwile, kiedy można pomylić je z prawdziwymi ludźmi. Jednak raz na jakiś czas potrafią wykrzywić się tak dziwacznie, że z wirtualnego aktora zostaje jedynie cyfrowy mapet. Nie są to sytuacje częste, jednak nie da się ukryć, że każda z nich jest jak silny cios w szczękę dla klimatu.
Byłem zdziwiony, że w tak wypieszczonej produkcji pozwolono sobie na słaby dubbing. Nie jest co prawda zły, jednak w porównaniu do takiego GoW 3 czy Uncharted 2, wypada przynajmniej o klasę niżej! Normalnym jest, że to w polskiej wersji aktorzy mają czasami problem by trafić w odpowiedni klimat wypowiedzi, ale żeby w oryginalnej też?
Muzyka za to jest bardzo dobra. Smyczkowe partie świetnie podkreślają nostalgiczny wydźwięk scen, a bardziej żywiołowe kawałki sprawiają, że krew rusza się nam w żyłach odrobinę szybciej.
Przez większą cześć rozgrywki naszymi przyjaciółmi będą przyciski R2 (postać zaczyna iść do przodu, lewą gałką zmieniamy kierunek), L2 (pozwala wsłuchać się w „myśli” postaci, wyświetlając lewitujące słowa klucze. Ciekawym rozwiązaniem jest ich coraz mocniejsze „drżenie” im bardziej bohater jest zestresowany) oraz prawa gałka analogowa (wykonywanie czynności). Czasami również pomachamy całym padem, lub szarpniemy nim w odpowiednim kierunku, żeby wykonać jakąś konkretniejszą akcję.
Dopiero gdy zaczynają się sceny skoncentrowanej akcji na scenę wchodzi QTE. Podczas gdy nasza postać szaleje walcząc, strzelając, uciekając czy też wykonując jeszcze dziwniejsze akcje, my musimy wciskać dyktowane przez konsole przyciski. W porównaniu do Fahrenheit bardzo się poprawiono – mimo, że symbol rzeczy, którą mamy zrobić jest dobrze widoczny to nie zakrywa już większej części ekranu.
Będąc przy tym chciałbym wspomnieć jeszcze o replayability Heavy Rain – zapewne większość z Was wie, że główny Twórca gry, David Cage stwierdził, iż jego marzeniem jest by gracze przeszli tę pozycję tylko raz. Słysząc to po raz pierwszy wydawało mi się, że facet oszalał. Jak to – myślałem – mam zostawić wszystkie te dodatkowe zakończenia, alternatywne sceny, trofea i emocje?
Teraz wiem, że miał rację… HR to opowieść, która za każdym kolejnym podejściem coraz bardziej traci swój blask. To co wcześniej bawiło lub pozwalało wczuć się w daną postać, przy drugim lub trzecim przejściu może zirytować oraz rozdrażnić. Na jaw wychodzą również kolejne dziury w scenariuszu, który niestety ma ich tyle co porządny żółty ser… Każdy oczywiście podejmie swoją własną decyzję, jednak miejcie moje słowa w pamięci.
Heavy Rain nie jest grą idealną, nie jest też następnym stopniem ewolucji w naszej ulubionej branży. Jest za to pełną trudnych tematów, ciężkiego klimatu oraz mocnych emocji opowieścią, która jeśli dać jej szansę, potrafi urwać głowę. Oby więcej gier podążało w tym kierunku, może komuś uda się stworzyć coś jeszcze lepszego.
Jednak jak na razie HR powinno być pozycją obowiązkową dla każdego miłośnika gier wideo.
Ocena:
| gra: Heavy Rain platforma: PlayStation 3 developer: Quantic Dream nośnik: Blu-Ray gatunek: Przygodowa Język polski: pełna lokalizacja |
OBJAŚNIENIE OCENIACZKI |
Za wypożyczenie gry dziękujemy sklepowi:
- Słowo na niedzielę
Ciekaw jestem czy HR zmieni się w serię – w końcu w kolejnej odsłonie zupełnie inne postaci mogą mieć inne problemy niż „Morderca z Origami”.









recenzja spoko fajnie się ją czyta
według mnie Heavy Rain 9+/10