Bracia moi, zapomnijcie na chwilę o naszych waśniach i posłuchajcie mych słów. Od czasów wielkiej wojny nasza potęga rosła. Jesteśmy dla ludzi czymś ważniejszym niż powietrze. Jesteśmy ich wiarą i nadzieją, ich gniewem i smutkiem, początkiem i celem!
Jednak jeden z nich, zrodzony niebacznie z mego ciała, postanowił stawić nam czoła. Naszym teraz zadaniem jest skarcić go przykładnie, by nie znalazł się już żaden jego naśladowca. By ludzie przekonali się, że chwała Olimpu nigdy nie odejdzie! Bogowie są wieczni!
Bracia moi, pomóżcie mi zabić Kratosa oraz odegnać widmo tytanów. Później świat znowu będzie nasz!
Po wielu latach, nareszcie doczekaliśmy się ostatniej części jednej z najlepszych gier wideo w historii – God of War!!! Bez zbędnych wprowadzeń, przechodzimy do naszej recenzji:
Akcja gry rozpoczyna się dokładnie w tym samym momencie, w którym zakończyła się „dwójka” – tytani przypuszczają szturm na górę Olimp, zaś sam Kratos stojąc dumnie na ramieniu Gai przeklina bogów. Gdy kilka lat temu doświadczyłem takiego „urwanego” zakończenia byłem wściekły, dziś myślę, że to była dobra decyzja. Wysłużone PS2 nie byłoby w stanie zaoferować nam choćby małej części MOCY, którą epatuje rozpoczęcie GoW3.
W obliczu tak poważnego zagrożenia gromowładny Zeus postanawia zapomnieć o niesnaskach między nim, a resztą jego braćmi – Posejdonem oraz Hadesem – i wzywa ich do wspólnej walki. Gromadę obrońców Olimpu wzmacniają jeszcze Helios i Hermes, jednak możecie być pewni, że nie są to jedyne boskie istoty jakie staną na drodze Ducha Sparty.
Walka zaczyna się i… To co dzieje się na ekranie bije wszystko co do tej pory można było zobaczyć w grach. Jeżeli widzieliście Uncharted 2 i myśleliście, że lepiej już być nie może, to informuje Was (nie bez przyjemności), że byliście w błędzie. Nie tylko „może”, ale już nawet jest!
Wyobraźcie sobie ogromną górę i wielkie jak drapacze chmur postaci wspinające się na nią, to jest pole pierwszej potyczki, która (cytując GameTrailers) „bije wszystko co przyniosły poprzednie części”. Wrażenie jest tak niesamowite, że żadne słowa czy obrazki go nie oddadzą. To coś co każdy gracz powinien przeżyć samemu.
God of War to seria, która zawsze prezentowała się rewelacyjnie, czy to wymuszając z PS2 ostatki ukrytej mocy, czy też pokazując jak mogą wyglądać gry na PSP. Nie inaczej jest w przypadku nowej części.
Już od dłuższego czasu w internecie można się było natknąć na informacje, jakoby gameplay z „trójki” prezentował się lepiej niż filmiki renderowane z drugiej odsłony. Jest to szczera racja, co więcej gameplay z gry wygląda tak dobrze, że czasami trudno poznać, czy to jeszcze liczona animacja czy już nie.
Przywiązanie wagi do szczegółów, nawet takich których większość z odbiorców nigdy nie dostrzeże (arterie zwisające z głowy Heliosa!!!), jest tutaj wręcz namacalne.
Jaki jest największy problem z dubbingiem God of War 3? Właśnie to „trzy” na samym końcu tytułu… Mimo, że bez większych problemów, po grę może sięgnąć ktoś nie znający poprzednich odsłon (najważniejsze fakty są ładnie wplecione w fabułę), jednak nie da się ukryć, że gra trafi głównie do fanów. A Ci mieli już aż trzy okazje żeby poznać i polubić charakterystyczne głosy „obsady”.
Oczywiście pisząc to nie mam zamiaru twierdzić, że polonizacja gry była błędem – każda kolejna konsolowa gra z biało czerwoną flagą na opakowaniu przybliża nas do normalnego świata. Zwłaszcza, że naszemu dubbingowi wiele zarzucić nie można!
Mimo, że nie mieliśmy ani takiej technologii ani gwiazd (Rip Torn, Malcolm McDowell czy też Kevin Sorbo – zwłaszcza za tego ostatniego, Twórcy mają u mnie spory plus:) to wszystko brzmi bardzo dobrze. Linda wbrew moim obawom stanął na wysokości zadania i gdyby nie moje przywiązanie do oryginalnego, „czarnego” Kratosa, to bez skrupułów grałbym tylko z włączonym polskim dubbingiem.
Zastrzeżenia można mieć takie jak zwykle – część kwestii brzmi sztucznie, a niektóre mają zupełnie chybioną intonację. Dodatkowo po raz kolejny słyszę te same głosy, przez co wydaje mi się, że w naszym kraju mamy jedynie garstkę voice aktorów…
Aha! No i wielce anonsowany Michał Żebrowski (jego nazwisko jest nawet na okładce!) pojawia się dosłownie na kilka minut. Podążając tą drogą Malcolm McDowell powinien być na opakowaniu wersji amerykańskiej…
Epicka seria zawsze pieściła nasze uszy równie epicką, choć nie zawsze delikatną, muzyką. Czy tym razem mogło być inaczej? Zapewne tak, ale na szczęście tak Twórcy jak i samo Sony wiedzieli, że nie mogą sobie pozwolić na fałszywy krok. W końcu wysokiej klasy grafika nie idzie w parze z jakimś miernym popiskiwaniem z głośników (swoją drogą, GoW 3 to kolejna gra, która boleśnie uświadomiła mi brak dobrego 5.1 w moim domu…).
Nowe utwory nadal mają w sobie pazur i bardzo mnie cieszy, że zdecydowano się wydać OST z gry osobno, a nie tylko w wersji bardzo-kolekcjonerskiej (tej zapakowanej w Puszkę Pandory). Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie jednak wydaje mi się, że część kawałków może spodobać się nawet tym bardziej wysublimowanym odbiorcom.
Oczywiście nawet sam Duch Sparty nie dałby rady zmielić greckiego panteonu na psie żarcie, gdyby nie odpowiednie wyposażenie. Zaczynamy standardowo z charakterystycznymi ostrzami na łańcuchach oraz z Klingą Olimpu (tip – miecz który zakończył wojnę bogów z tytanami. Ważny fragment fabularny GoW2), którą jednak możemy dzierżyć jedynie w pewnych okolicznościach. Poza nimi w skład naszego arsenału wejdą bojowe rękawice (jedna wielkości połowy malucha), które znamy z dema oraz… No przecież nie zepsuje Wam frajdy z odkrywania! Zdradzę jedynie, że poza już wymienionymi Kratos wchodzi w posiadanie dwóch innych kawałków oręża. Oczywiście wszystkie można, a nawet trzeba podnosić na następne poziomy (za zebrane „czerwone kule”), aby odkrywać kolejne ich zastosowania.
Ciekawostką jest fakt, że każdy z nich ma przypisany do siebie na stałe atak magiczny, dlatego atak innym czarem wiąże się z przymusową zmianą broni. Na całe szczęście robi się to intuicyjnie – przypisano je pod kierunki na „krzyżaku” co sprawia, że już po sekundzie wracamy do ulubionego kawałka stali.
Poza tym Kratos ma do dyspozycji również różnego typu „ciekawostki” zbierane po drodze. Do tej grupy należy wspomniana już prze ze mnie głowa Heliosa (tak jak w demie – rozświetla ciemne korytarze, odkrywa sekrety oraz pozwala oślepić wrogów). Co ciekawe używanie tych gadżetów wiąże się z trzecim (po „życiu” i „magii”) paskiem opisującym naszego bohatera, jest to nowość w serii. Co jeszcze ciekawsze – jego zawartość po chwili sama się odnawia.
W czasie swojej krucjaty trafimy (choć nie będzie łatwo wszystkie wyszukać!) również na kilka intrygujących skarbów, które z pozoru wydają się bezużyteczne, ale podczas kolejnych podejść (po pierwszym zakończeniu gry) trochę nam pomogą. Czasami nawet bardziej niż „trochę”.
Czy trzecia część God of War ma jakieś słabe strony? Niestety tak… Kilka drobnych (dosłownie kilka przycięć animacji, przekłamań grafiki oraz problemów z „załapaniem” R1 przy save), które jednak w szerszej perspektywie szybko się zatracają. Nie zatracają się jednak stałe ujęcia kamery, i z tego co wiem to sporo recenzentów narzeka właśnie na nie. Nie będę więc wyjątkiem.
Dlaczego są tak przykre? Choćby z tak błahego powodu, że przy tak niesamowitych lokacjach (szczyt pewnego labiryntu etc.) człowiek instynktownie sięga do drugiej analogowej gałki, ot tak, żeby zerknąć dokładniej na jakiś interesujący fragment otoczenia. I wtedy okazuje się, że „się nie da” i pozostaje nam narzucone z góry spojrzenie kamery, często wcale nie najlepsze.
Niestety ten problem potrafi czasami mocno zestresować w czasie walki lub eksploracji co już irytuje bardziej.
Kratos i historia jego krwawej zemsty jest z nami już od wielu lat. Zapewniła nam sporo emocji, rozrywki i zapewne nie szybko zobaczymy grę, która da radę w tak mocny sposób poruszyć tę mroczną, brutalną, ale wcale nie bezmyślną (jak choćby w Manhunt…) część naszej psychiki.
Około 12 godzin które zajmuje skończenie scenariusza to nie tak znowu wiele, pomimo tego po God of War trzeba sięgnąć! Gdzie bowiem indziej można pławić się w grafice nowej generacji (dużym plusem jest masa filmów z produkcji, do których dostajemy dostęp po skończeniu gry – oczywiście z polskimi napisami), poczuć brutalny, antyczny klimat oraz przekonać się czy nasz ulubiony mieszkaniec Sparty znajdzie wreszcie ukojenie?
Dla posiadaczy PS3 jest to zakup obowiązkowy. Posiadacze innych platform powinni zacząć zbierać pieniądze na konsolę Sony. Zwłaszcza jeśli Stig Asmussen mówi prawdę i gra korzysta tylko z 50% mocy konsoli – strach pomyśleć co będzie dalej!
Ocena:
| gra: God of War III platforma: PlayStation 3 developer: Sony Santa Monica nośnik: Blu-Ray gatunek: gra akcji (TPP) Język polski: Pełna lokalizacja | OBJAŚNIENIE OCENIACZKI |
- Słowo na niedzielę
Parandowski to się pewnie w grobie przewraca…
- tenthousandfist
- Long87sc
- dywan
- dywan







