Nad królestwem Ferelden zebrały się czarne chmury. Demoniczna armia zbiera siły by zmieść je z powierzchni ziemi, zaś jej potencjalni obrońcy grzęzną w gęstej sieci intryg oraz wzajemnych waśni. Nie baczą na fakt, że tylko połączone siły wszystkich mieszkańców są w stanie przegnać mrok.
Na drodze totalnej zagłady stoi jedynie dwójka młodych, i zarazem ostatnich w całym królestwie Szarych Strażników, mitycznego bractwa założonego by walczyć właśnie w takich okolicznościach. Uzbrojeni jedynie w poczucie obowiązku oraz pomoc garstki przyjaciół wyruszają by na mocy starodawnych traktatów po raz kolejny zjednoczyć nacje Ferelden.
To czy uda im się ta sztuka i czy zatrzymanie fali Pomiotu jest możliwe, zależy już tylko od Ciebie!
Kiedy nieznana nikomu firma wyrywa się z obietnicą twierdzącą, że ich nowa gra zmieni pojęcie “gra RPG” to nikt nie potraktuje ich poważnie. Jednak gdy takie oświadczenie składa BioWare, firma legenda, która pomogła zdefiniować gatunek, wtedy zaczyna się szajba.
Nie inaczej było z Dragon Age: Origins, obiecano nam dorosłą, pełną intryg, poważnych tematów, seksu oraz przemocy historię. Zupełnie inny, nowy świat i ciężkie podejście do fantasy. W pewnym sensie nie kłamano…
Zacznijmy od trzech wyznaczników tej pozycji – krwi, rasizmu oraz seksu. Tym właśnie nęcono nas w czasie kampanii reklamowej. Szybki przegląd:
Krwi jest w grze pod dostatkiem – przesącza się przez ekrany ładowania, oznacza ścieżkę naszych herosów po mapie, a nawet oblepia ich zaraz po walce. Czyli jest dobrze? Niekoniecznie… Dwa pierwsze zastosowania są bardzo klimatyczne i pomagają budować klimat, trzecie już nie. Nie dosyć, że każdy przeciwnik ma w sobie tyle posoki by skąpać naszych herosów od stóp do głów, to dodatkowo im to najwyraźniej nie przeszkadza. Czerwoni jak biedronki spacerują sobie, konwersują i robią inne tylko sobie znane rzeczy…
Rasizm jest! Szkoda tylko, że poza tytułowymi “Początkami” pojawia się sporadycznie i jakby z… nieśmiałością. O ile w świetnych wstępnych historiach (sześć różnych, zależnych od rasy oraz klasy) dobitnie czuć napięcia między warstwami społecznymi oraz rasami Ferelden, tak później wszystko się zaciera i wygładza. Nie czuje się, że zwiedzamy świat gdzie elfy uważa się za gorszy gtunek, zaś magowie to chodzące bomby zegarowe, których pilnuje specjalna kasta rycerzy.
Seks również jest obecny, nawet więcej – jego uprawianie z niektórymi członkami (niefortunne sformułowanie?) drużyny prowadzi do zdobycia trofeów/osiągnięć! Odwaga godna podziwu. Szkoda jednak, że same scenki nie tylko są WYBITNIE pruderyjne to dodatkowo rozgrywają się w bieliźnie. Co kraj to obyczaj?
Możecie pomyśleć, że oczekiwałem po DA:O, że będzie rasistowsko-krwawym pornosem… I po części macie rację, właśnie z tym kojarzy mi się gatunek dark/black fantasy do którego gra miała należeć…
OK – dostałem grę, odpalam ją i… siedzę kilkanaście minut wpatrując się w najbardziej PeCetową instalację jaką miało zaszczyt przeprowadzać moje PS3. Zaraz po tym oglądam wprowadzenie i zaczynam grać, a raczej zaczynam decydować się na swój “Początek”. Do wyboru mam aż sześć, każdy zależny od kilku czynników – mogę więc być krasnoludem szlachcicem (średnim z synów króla), krasnoludem biedakiem (żyjącym niczym zwierzę w najgorszej dzielnicy podziemnego królestwa), leśnym elfem (dumnym i żywiącym nienawiść do ludzi), miejskim elfem (pomiatanym i żyjącym w getcie) lub dwoma rodzajami ludzi (przeciętniak lub mag). Co prawda każda z tych dróg prowadzi do tego samego (kielicha krwi oraz tytułu Szarego Strażnika) jednak pozwala wczuć się w świat. Zwłaszcza, że właśnie wtedy naprawdę czuć problemy toczące królestwo.
Jako fan mocnych trunków i ciężkiej muzyki (rock ‘n’ roll!!!) po chwili zabawy w edytorze stałem się krasnoludzkim szlachcicem i razem ze swoim przybocznym począłem zanurzać się w klimat gry. Moje dwie pierwsze myśli przedstawiały się następująco: “Bardzo klimatycznie!” oraz “Jakie brzydkie”. Jak się okazało, miały mi towarzyszyć aż do samego końca Wieku Smoka. Końca do którego dobrnięcie zabrało mi dobrych kilkadziesiąt godzin pełnych zarówno pozytywnych jak i negatywnych odczuć.
Pozytywne strony:
To jest prawdziwa siła tego tytułu, tak rewelacyjnie skonstruowanych postaci próżno szukać w innych grach. Nawet Persona 3 i 4, które do tej pory uważałem za wyznacznik w tym temacie, w porównaniu wypadają biednie. Nie tylko postarano się ażeby każda postać miała swoją wciągającą historię, ale również świetnie napisane i odegrane (angielska wersja – polskiej nie miałem okazji sprawdzić) dialogi.
Bawią zwłaszcza iskrzące sarkazmem i złośliwościami rozmowy w jakie potrafią wdać się nasi pomocnicy w czasie eksploracji – warto się wtedy zatrzymać, bo te przekomarzania to małe mistrzostwo świata.
Dodatkowym plusem jest tutaj wskaźnik sympatii jaki odczuwają do nas towarzysze, im wyższy tym bardziej możemy na nich liczyć (nowe zdolności!) oraz więcej o nich dowiedzieć (nowe zadania). Wpływają na niego nie tylko dobre odpowiedzi w czasie pogawędek, ale również odpowiednie wybory moralne w czasie przygody.
Szkoda tylko, że cały ten system zdaje się psu na budę kiedy dobieramy się do “prezentów” – gadżetów którymi można obdarowywać przyjaciół by pozyskać ich sympatię… Po co się starać gdy kilka błyskotek rozwiąże sprawę.
Tutaj sprawa jest skomplikowana, z jednej strony NIC co spotkamy na swojej drodze nie będzie obce odpowiednio zagłębionym w temacie fantasy/RPG graczom, a z drugiej gra ma ogromną moc wciągania. Właściwie mogę przyznać, że z każdą kolejną godziną bardziej mnie cała ta historia pochłaniała.
Bonusem są tutaj sytuacje, które można rozegrać na dwa sposoby – i nie mówię tutaj o sztywnym podziale na “dobro vs. zło”, tylko sytuacjach w których sami decydujemy co jest dla nas bardziej moralne.
Mimo, iż są śmiesznie malutkie (stolica całego wielkiego królestwa ma rozmiary średniej wioski…) to na ich korzyść działają znakomite pomysły. Leśna osada elfów, krasnoludzkie miasto zbudowane wokoło wulkanu czy też połacie puszczy… to wszystko na pewno ucieszy Wasze oczy i zostanie w pamięci na dłużej.
Samo zaliczenie gry (z okazjonalnymi questami) potrafi zająć ok. 50h co w dzisiejszych czasach jest sporym wyczynem. Dodatkowo, jeśli zaczniemy zapoznawać się z historią, zwyczajami oraz wyszukiwać dodatkowe zadania to liczba ta z łatwością się podwoi.
Negatywne strony:
Ta gra tonie w bug’ach! I mógłbym na to przymknąć oko gdyby nie to, że DA:O nie jest grą z otwartym światem jak Oblivion czy Fallout 3. Tam zespół testerów mógł przegapić to i owo (choć i tak za dużo), tutaj mamy jednak do czynienia z mapą oraz zamkniętymi lokacjami. Tak trudno było je posprawdzać?
Żeby nie być gołosłownym przykład: jedna z młodych krasnoludek (jak się mówi na kobietę krasnoluda?) postanowiła szkolić się w kręgu magów, kiedy nie udało mi się wybić jej tego z głowy (w końcu krasnoludy nie mogą korzystać z magii) obiecałem zostać posłańcem tej niecodziennej prośby. Udało mi się przekonać magów, że jej przyjęcie przyniesie im wiele dobrego. Już miałem zanieść jej radosną nowinę gdy przypomniałem sobie o jeszcze jednym zadaniu, które miałem wykonać w siedzibie kręgu, jakież było moje zdziwienie gdy w jednym z pokoi spotkałem ową krasnoludkę. Zagadnięta zapytała o odpowiedź magów, ucieszyła się i po gorących podziękowaniach zapowiedziała, że natychmiast wyrusza… do kręgu. Moja postać została (magicznym sposobem?) przeniesiona kilka pomieszczeń wgłąb wieży, a gdy udało mi się powrócić mojej znajomej już nie było. Okazało się, że jest z powrotem w krasnoludzkim mieście, przed sklepem swojego ojca i… ciągle mi dziękując opowiada jaka to wieża magów nie jest śliczna i jak się jej w niej podoba.
Tego typu “smaczków” doznałem ogromną ilość.
Chodzi mi tutaj dokładnie o Warden’s Keep oraz Stone Prisoner, które zostały bezczelnie wyrwane z gry i umieszczone w sieciowym sklepiku. W trakcie gry znajdziemy dwa miejsca gdzie ludzie zaoferują nam zadanie, którego podjęcie będzie związane z zakupami, lub też użyciem kart na darmowe zassanie, dołączanych do gry.
Już nie chodzi mi o fakt bezczelnego zabrania fragmentu kodu za który zapłaciłem, ponieważ wiem dlaczego tak się stało – BioWare chciało zmniejszyć wartość gry dla nabywców “z drugiej ręki”.
Niestety tak naprawdę doprowadzili do wściekłości całą masę graczy – tych którzy nie zauważyli, że w ich pudełku jest taki kod i zakupili dodatki, takich którzy nie mieli takiego kodu w pudełku i musieli dochodzić swoich racji oraz – i to największa grupa – którzy nie mają konsoli podpiętej do Internetu. Dla tej ostatniej grupy takie praktyki to jawne śmianie się w twarz podczas sprzedawania okrojonego produktu.
Co prawda wspomniałem już, że spotkamy się tutaj z widoczkami wyjątkowo uroczymi, jednak nie sposób spierać się z jednym faktem – DA:O jest niespecjalnie urodziwą grą. Patrząc na możliwości graficzne X360 oraz PS3 trudno uwierzyć, że nie dało się uzyskać lepszej grafiki. Dodatkowo przy większej liczbie obiektów/postaci na ekranie gra nałogowo traci klatki animacji… Niewybaczalne!
Dragon Age: Origins to gra bardzo nierówna, pełna elementów które powinny od niej odrzucać, a jednocześnie skrajnie uzależniająca. Jeżeli lubicie dobre RPG w klimatach fantasy to powinniście być bardziej niż zachwyceni, jeżeli jednak miałaby to być Wasza pierwsza randka z gatunkiem to raczej odradzam (choćby z powodu wysokiego poziomu trudności – nawet na Easy coś potrafi nas rozsmarować na ziemi), bo możecie łatwo się zrazić.
Wiadomo już, że BioWare stworzy kolejną część więc może wtedy się poprawi i zadziała z większą śmiałością oraz rozmachem.
| OCENIACZKA: | |
|---|---|
| GRAFIKA | |
| Ładny design, ale słabe wykonanie. Mogło być znacznie lepiej. | |
| DŹWIĘK | |
| Muzyka nie odbiega standardami od innych tego typu, jednak angielski dubbing powala na kolana! | |
| GAMEPLAY | |
| Rozbudowany system oraz ogromna ilość zadań vs. Zbyt mały świat i góra błędów. | |
| MIODNOŚĆ | |
| Ta gra wciąga!!! | |
| REPLAYABILITY | |
| Sam wątek fabularny, questy oraz 'początki' to ponad 100h! Dodatkowo czekają nas liczne DLC. | |
| OCENA KOŃCOWA (nie średnia): | |
|---|---|
| Dragon Age: Origins | |
| Solidna dawka fantasy, która zasłużyłaby na lepszą ocenę, gdyby ktoś ją bardziej dopracował. | |
Może by tak Baldur’s Gate 3?
Mam polską wersje gry i jestem zadowolony ze spolszczenia.
Są małe wpadki ale to już chyba standard.
Najważniejsze że zdążyłem polubić głosy każdej z postaci którą znajdziemy w drużynie.
Nie ma tak że jakiś głos nie pasuje do postaci z wyjątkiem Zervana.
Z nim wolałem nie gadać :) więc się nie wypowiem.
A poza tym polskie dialogi nie zostały ocenzurowane jak to było, np. z Killzone’m 2. Padają soczyste kur.. i inne takie.
Ocena 8/10 jest jak najbardziej adekwatna również do polskiej wersji.
Nie wiem czemu..ale jakos nei potrafilem sie przebic przez ta gre..